

Uskok San Andreas to olbrzymie pęknięcie skorupy ziemskiej ciągnące się wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej.
Uskok San Andreas to długa, stosunkowo wąska szczelina - jej szerokość waha się od kilkuset metrów do kilometra - powstała wskutek przemieszczania się dwóch płyt tektonicznych. Powierzchnia naszej planety składa się z kilkunastu mniejszych i większych płyt litosfery dryfujących po częściowo płynnej górnej warstwie płaszcza Ziemi. Każda z nich przesuwa się ze średnią prędkością około 10 cm rocznie. Płyty te, zwane również krami litosfery, albo się od siebie odsuwają, albo też nacierają na siebie. W interesującym nas przypadku płyta pacyficzna przesuwa się względem płyty amerykańskiej na północ ze średnią prędkością od 4 do 6 cm w ciągu roku. Gigantyczne ciśnienie jakie towarzyszy temu ruchowi powoduje liczne pęknięcia, z których największe to właśnie uskok San Andreas. Geolodzy oceniają, że uskok ten istnieje od 15-20 min lat.
W najgłębszych miejscach uskok sięga 16 km w głąb Ziemi i ciągnie się na przestrzeni około 1200 km, od Meksyku przez południową Kalifornię, Los Angeles, dalej na północ, niemal przez środek miasta Hollister, Dalby City aż do San Francisco. Minąwszy San Francisco niknie pod wodami oceanu, by wyłonić się ponownie na Alasce. W pobliżu uskoku niewielkie drżenia i trzęsienia ziemi są zjawiskiem częstym, zwykle jednak nie mają wpływu na życie mieszkających tam ludzi. Groźne natomiast są potężne trzęsienia ziemi, które mogą wywoływać prawdziwe katastrofy. Mieszkańcy Kalifornii muszą przyzwyczaić się do myśli, że żyją nad jednym z najbardziej niebezpiecznych tworów geologicznych. Na przykład w Hollister, które leży niemal dokładnie w połowie długości uskoku, ślady działania drzemiących pod ziemią sił widoczne są na każdym kroku. Mimo iż miasto nigdy nie ucierpiało w wyniku poważniejszego trzęsienia ziemi, większość domów ma spękane fundamenty. W Dalby City - linia uskoku przebiega przez centrum miasta - domy stojące nad brzegiem oceanu w razie poważniejszych wstrząsów, mogą zapaść się pod wodę.
Od XIX wieku Kalifornię nawiedziło kilka gwałtownych trzęsień ziemi. Jedno z najsilniejszych rozpoczęło się 9 stycznia 1857 roku, dokładnie o godzinie 833 rano. Przez długie trzy minuty trzęsła się ziemia pod Los Angeles. Był to potężny wstrząs o sile 8,3 stopnia w skali Richtera. Skutki trzęsienia ziemi z 1857 roku widoczne były na przestrzeni 350 km; wzdłuż uskoku San Andreas ziemia popękała - jedna ze szczelin miała aż dziesięć kilometrów długości. Na szczęście Los Angeles było wówczas małym miasteczkiem garnizonowym dopiero zaczynającym się rozwijać, więc zniszczenia, choć dotkliwe (znaczne straty materialne, ale zginęły tylko dwie osoby), nie były jednak tak katastrofalne jak w czasie trzęsienia, które w niespełna 50 lat później nawiedziło ówczesną metropolię, San Francisco.